Szczygieł

“Epicka powieść” “największe wydarzenie literackie ostatniej dekady” – pisali o Szczygle. I uległam. Dałam się nabrać całej tej reklamowej otoczce i zamówiłam sobie swój egzemplarz Szczygła. 839 stron za 54,90 zł. Spodziewałam się czegoś naprawdę genialnego. Książki, od której nie będę mogła się oderwać. Było to z mojej strony pewnego rodzaju ryzyko, bo jak wiecie ( lub nie) jedyne książki jakie kupuję  to tylko podróżnicze lub reportaże. Tymczasem skusiłam się na grubą powieść, bo wszędzie było o niej głośno. Powinnam po 50 twarzach Grey’a nauczyć się, że to co przez wszystkich zostaje okrzyknięte bestsellerem niekoniecznie jest wybitne. I tak też było w tym  przypadku, bo moim zdaniem Szczygieł jest po prostu… nudny.

METADATA-START

Nie przerażają mnie takie grube księgi, wręcz przeciwnie – cieszę się, że czeka mnie dużo czytania. Dla mnie dobra książka to taka, kiedy przerzucając każdą kolejną stronę nie mogę doczekać się, co będzie dalej, ale jednocześnie smutno mi, że skończę czytać. Na Facebooku pisałam Wam już, że po przeczytaniu II części ( książka podzielona jest na V) Szczygieł jest średni. Naprawdę liczyłam, że jakkolwiek fabuła się rozkręci i dalej będzie już tylko lepiej. Niestety. Wierzcie, że zdarzało mi się czytać dwa razy to samo zdanie lub tylko przebiegać wzrokiem nudniejsze fragmenty i przerzucać kartki. Zwłaszcza, że gdzieś w recenzjach wyczytałam o wartkiej akcji. Naprawdę ja jej nie zauważyłam. Dla mnie treść była momentami zbyt długa a niektóre fragmenty czytało się naprawdę trudno. Nie tego się spodziewam po “światowej epickiej powieści”.

Próbuję doszukać się fenomenu tej książki, znaleźć coś, co mnie zaczaruje i sprawi, że zrozumiem, dlaczego Szczygieł sprzedał się w ponad trzech milionach egzemplarzy na całym świecie. Wiecie, co? Nic mnie nie porywa. Być może jestem zbyt krytyczna, ale szczerze Wam mówię, że żałuję tych 54,90zł. Naprawdę wolałabym inaczej wydać te pieniądze.

Szczygieł to historia Theo, który traci matkę w zamachu terrorystycznym podczas zwiedzania z nią muzeum, z którego kradnie obraz. Może zwiastować to rozwój ciekawych wydarzeń, ale przyrzekam, że nic interesującego się nie wydarza. Co gorsze, nawet śmierć matki Theo nie robi na mnie wrażenia. Jest powierzchowna, płytka i brakuje mi emocji. A wierzcie mi, że nie mam problemu z wzruszaniem się przy książkach, bo gdy umierał Dumbledore to wyłam jak bóbr. Po śmierci matki Theo tymczasowo zamieszkuje u swojego kolegi w Nowym Jorku, by wkrótce przenieś się do swojego ojca w Las Vegas.  Zabiera ze sobą obraz i rozpoczyna życie pełne alkoholu i narkotyków. Oprócz tego nie dzieje się nic. Potem umiera ojciec Theo i chłopak znów wraca do Nowego Jorku, a cały czas towarzyszy mu Szczygieł. Przynajmniej w jego przekonaniu. Nie zdradzę Wam wszystkiego, bo przyznaję, że to co dzieje się z obrazem zaskoczyło mnie. To jeden z momentów, kiedy fabuła wzbudza moją ciekawość i przez chwilę czytam chętniej, by dowiedzieć się więcej. Niestety, choć V część jest nieco lepsza od poprzednich, to szybko tracę zainteresowanie i nie mogę doczekać się końca książki. Wciąż liczę, że prawdziwa bomba czeka mnie na końcu. Nic z tego. Wczoraj skończyłam i jestem bardzo rozczarowana. Szczygieł nie jest dla mnie fenomenem, nie jest książką “must readi wbrew wszystkim recenzjom nie jest opowieścią o tworzeniu siebie, o obsesji, ba jako czytelnik w ogóle nie przywiązuję się do głównego bohatera, który jest dla mnie mdły.

Chcecie przeczytać? Idźcie i wypożyczcie książkę z biblioteki, ale moim zdaniem nie warto jej kupować. To nie jest tytuł, do którego będziecie wracać.

Dodaj komentarz